Szanowny Panie Ministrze! Co roku w Polsce wycina się przy drogach kilkaset tysięcy drzew.
Szanowny Panie Ministrze! Co roku w Polsce wycina się przy drogach kilkaset tysięcy drzew. Pozostałe z nich ulegają bezpowrotnemu uszkodzeniu przez radykalne cięcia w koronie.
Wszyscy znamy piękno zadrzewionych szos na Mazurach czy na Opolszczyźnie. Drzewa te tkwiły przy drodze od kilkudziesięciu i stu kilkudziesięciu lat.
Wycinkę prowadzi się w niemal całej Polsce. Na przykład przy drogach w okolicy Mrągowa wycięto 450 lip, klonów i topoli, na drodze do przejścia granicznego w Bezledach - ponad 1000 drzew, na trasie z Białej Piskiej do Ełku - 1600. Często tworzyły one ponadstuletnie, piękne aleje. Wygląda na to, że wkrótce kwestia drzew rosnących przy drogach doczeka się swego ˝ostatecznego rozwiązania˝.
Często drzewa te zasługują na tabliczkę ˝pomnik przyrody˝ ze względu na wiek - jedne z najstarszych w regionie (w lasach gospodarczych niemal nie ma takich okazów).
Środowiska ekologiczne podkreślają, iż takie drastyczne cięcia pielęgnacyjne i wycinka drzew przydrożnych noszą znamiona wielkiej powszechnej klęski ekologicznej ogarniającej cały kraj.
Ogrom problemu wskazują liczbami - w samym województwie opolskim przy drogach rośnie około 13 milionów drzew. W jednym województwie. Wystarczy wyobrazić sobie, że znikną w jeden rok.
Ekolodzy podkreślają, że w obecnym stanie prawnym ustawodawca zajmuje się jedynie bryłą korzeniową drzewa, a pomija jego koronę. Uważają, że wielkim błędem jest brak nadzoru Wojewódzkiego Konserwatora Przyrody nad wycinką przydrożnych drzew (decyzje podejmują gminy), który zgodnie z dzisiejszym ustawodawstwem może jedynie biernie obserwować nieodwracalny kataklizm przyrodniczy.
Działający na rzecz ratowania drzew powołują się na raport dotyczący stężenia toksyn odkomunikacyjnych w powietrzu i wpływu zadrzewienia przydrożnego na to stężenie. Zgodnie z tym raportem występowanie 8 najbardziej rakotwórczych związków emitowanych przez ruch drogowy przy braku starodrzewu w pasie ruchu sięga około 500 metrów od drogi. W przypadku istnienia starodrzewu skażenie to sięga jedynie 50 metrów. Podobnie jest w miastach, gdzie skażenie środowiska jest wprost proporcjonalne do natężenia ruchu.
Codziennie jednak zarówno w miastach, jak i poza nimi dokonuje się wycinki drzew, naturalnych filtrów, z różnych powodów - zasłaniania widoczności i znaków drogowych, uniemożliwiania szybkiego i bezpiecznego zjazdu z drogi, utrudnienia dla poruszających się poboczami rowerzystów i pieszych, migotania światła słonecznego między drzewami mogącego spowodować zaburzenia wzroku kierowcy, łatwiejszego wpadania w poślizg z powodu liści i dłuższego zalegania lodu w cieniu drzew, możliwości uderzenia spadającymi w czasie wichury konarami, ogólnie rozumianego bezpieczeństwa na drodze, rychłego zmniejszenia się liczby wypadków i zmarłych na ich skutek itp.
Problem jednak w tym, że liczba wypadków nijak się nie ma do liczby drzew rosnących przy drzewach. Wydział Środowiska i Rolnictwa Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego zbadał, czy wycinanie drzew wpływa na bezpieczeństwo jazdy. ˝Zagrożenie dla ruchu drogowego w związku z występowaniem przy jezdni drzew nie jest potencjalnie większe niż na innych odcinkach dróg. Ewentualne usunięcie drzew nie poprawi bezpieczeństwa˝, stwierdził w raporcie. Komenda Główna Policji twierdzi, że wycięcie nawet wszystkich drzew przy drogach na pewno nie poprawi bezpieczeństwa ruchu. Jest zdania, że na bezpieczeństwo wpływ mają trzy elementy: droga, samochód i kierowca. Tylko jeden z nich myśli, i właśnie zachowanie kierowców w ponad 95% decyduje o ilości wypadków.
Ekolodzy uważają, że największą zachętą do wycinki jest argument ekonomiczny. W Biuletynie Zamówień Publicznych ciągle powtarzają się ogłoszenia o przetargach na wycinkę drzew wraz z frezowaniem pni przy drogach oraz wywiezieniem dłużyc, gałęzi i karpiny z terenu niemal całej Polski. Dla lokalnych firm takie kontrakty, idące w dziesiątki tysięcy złotych, zawarte z solidnym, bo państwowym zleceniodawcą (zarządy dróg), stanowią żyłę złota.
Ich zdaniem wycinka drzew stała się dziś jednym z najważniejszych sposobów aktywizacji ekonomicznej mieszkańców gmin wiejskich. Dzięki tym pracom chwilowo spada bezrobocie, ludzie zarabiają. Firmy zajmujące się wycinką dostają drewno w rozliczeniu albo jest ono sprzedawane przez gminy na przetargach. Władze lokalne nie zbijają na tym kokosów, bo drewno z wycinki sprzedaje się z reguły jako opałowe, po 40-80 zł za metr sześcienny. Tyle że rzadko idzie ono rzeczywiście na opał, z reguły wędruje dalej, zyskując na wartości. Bywa tak, że drewno z wycinki trafia do tartaków i nieświadomym klientom sprzedawane jest jako pełnowartościowa tarcica, w cenie 400-1200 zł za metr sześcienny.
I tak, widok mazurskich dróg chwyta dziś za gardło. Krajobraz jak po kataklizmie. Powyrywane korzenie i pnie starych lip leżą pokotem przy poboczach.
Nikną szpalery starych drzew przy krętych drogach, którymi i tak nie da się szybko jeździć. Pozostaje monotonna przestrzeń. Unicestwiono malowniczą aleję klonów, lip i jesionów na trasie Mikołajki-Giżycko. W planach wycinka przy drodze prowadzącej do Reszla i Świętej Lipki - jednej z najładniejszych na Mazurach tras widokowych. Na Warmii padają stuletnie dęby a w Pomorskiem wytnie się tylko nieco ponad tysiąc drzew.
Mając na uwadze powyższe informacje, kieruję do Pana Ministra następujące pytania:
1. Czy znane są Ministerstwu dane dotyczące ilości oczyszczonych w ten sposób przydroży w całym kraju?
2. Jak wygląda sytuacja z drzewami przydrożnymi w innych krajach unijnych?
3. Czy znane są Ministerstwu bardziej szczegółowe dane związane z ewentualnymi skutkami ekologicznymi niekontrolowanych wycinek?
Z poważaniem
Poseł Sandra Lewandowska
Warszawa, dnia 22 maja 2007 r.